Pułapka zamawiania! A Ty gdzie trzymasz te 5000 etykiet, które musisz zamówić, choć wiesz, że na ten miesiąc wystarczy Ci 200? Zgaduję, że gdzieś w kącie magazynu, zaraz obok ryzyka 😉
Rozmawiam z wieloma właścicielami mniejszych firm produkcyjnych i schemat jest zawsze ten sam: musisz zamówić minimum logistyczne w drukarni, żeby cena za sztukę wyszła sensownie.
Ale czy to jest naprawdę „tańsze”? Patrząc na moich klientów, widzę, że to generuje 3 główne pułapki:
⛔ Ryzyko prawne: Zmiana składu produktu, nowe regulacje (np. oznakowanie alergenów, numery pozwoleń). Cały zapas ląduje w koszu. I to się zdarza częściej niż myślisz.
⛔ Ryzyko marketingowe: Nagle potrzebujesz „limitowanej serii” np. na Boże Narodzenie, ale nie możesz. Musisz czekać 2 tygodnie na drukarnię, albo zużyć stary, nudny wzór. Stracona szansa na sprzedaż!
⛔ Koszt fizyczny: Etykiety, które stoją na palecie 8 miesięcy, zajmują miejsce. To miejsce mogłoby być przeznaczone na gotowe produkty generujące przychód.
W efekcie: płacisz za ryzyko, a nie za sam papier.
☝ A gdybyś mógł drukować etykiety w pełnym kolorze, w fotograficznej jakości – tylko tyle, ile towaru schodzi z taśmy? 50 sztuk w poniedziałek, 150 w czwartek. Bez ciśnienia.
Uważam, że prawdziwą oszczędnością nie jest niska cena rolki etykiet, ale zero strat i pełna elastyczność – a to oferują moje urządzenia.
A u Ciebie? Czy musiałeś kiedyś wyrzucić tysiące etykiet, bo zmieniły się przepisy albo skład?
Jestem ciekawy, ile razy zrezygnowałeś z ciekawej akcji marketingowej przez brak elastyczności.
